wtorek, 2 kwietnia 2013

"MAX FACTOR...człowiek, który dał kobiecie nową twarz"- Recenzja ksiażki

Cześć!


Niewielu z Was wie, że mam pewne uzależnienie...dopiero niedawno się do niego przyznałam.....cóż...jestem uzależniona od czytania książek ..heh :)

Dlatego dzisiaj mam dla Was recenzję.... nie kosmetyków, ale książki właśnie....takiej, która sprawiła, że na te parę godzin zapomniałam o otaczającym mnie świecie, która mnie niesamowicie zaciekawiła i zainspirowała. Chciałabym już na wstępie podziękować osobie, która podarowała mi tą książkę:) Olu dziękuje Ci ślicznie :* Z tym prezentem trafiłaś idealnie w moje gusta. Dzięki tej książce miałam okazję przenieść się do czasów złotej ery i poznać Max'a Factora...człowieka, który zmienił oblicze świata...

"MAX FACTOR...człowiek, który dał kobiecie nową twarz" -Fred E.Basten


Przed przeczytaniem tej książki nie wiedziałam o historii marki jaką jest MAX FACTOR. Nie wiedziałam nawet, że jej nazwa pochodzi od imienia i nazwiska jej założyciela..... że jego upór i pasja spowodowała, że słowo „Makijaż” nie było już czymś niemoralnym....wręcz przeciwnie....światem zawładnął szał na jego punkcie :)

Na okładce przeczytamy : „Dyktował trendy, Ustalał kanony piękna... To on stworzył nowoczesną kobietę”.....

 
Trzeba przeczytać książkę od samego początku...szczegółowo...do samego końca, aby poznać Max'a Factora. Trzeba razem z autorem przenieść się do 1877 roku kiedy przyszedł na świat Max...a raczej Maksymilian Faktorowicz, bo tak właśnie się nazywał :) Urodzony w Łodzi w bardzo ubogiej rodzinie. Poznajemy jego stopnie kariery....od sprzedawania cukierków w holu teatru, przez pomoc miejskiemu aptekarzowi i terminowania u perukarza, następnie pracy w teatrze Bolszoj w Moskwie, otwarcia swojego pierwszego sklepiku...aż do rozsławienia swoich kosmetyków na cały świat.
Nazwisko MAX FACTOR otrzymał w momencie przybicia statku do Ameryki, gdzie jeden z celników źle zapisał jego nazwisko. W tym momencie zaczął się jego Amerykański Sen.... z momentami lepszymi i gorszymi....które tylko go umacniały w jego dążeniach. Poznajemy Amerykę w czasie wielkiego rozwoju, między innymi wtedy, kiedy wymyślono film, a następnie Hollywood, który wtedy był jeszcze pustkowiem. Dzięki tej książce poczujemy się jakbyśmy sami żyli w złotej erze, wśród cudownych gwiazd kina. Max Factor zasłynął właśnie, dzięki pójściu za swoją intuicją, która nakazała mu związać się z branżą filmową. Kreował wizerunki gwiazd oraz tworzył kosmetyki dostosowane i zmieniane wraz z rozwojem jakości filmowania. Żył w cudownym czasie w którym markę mogła reklamować wielka gwiazda za przysłowiowego dolara! W dzisiejszych czasach kosztowałoby to miliony dolarów.
„Wypróbuj słynne kosmetyki Maxa Factora dla gwiazd i zobacz, jak uroczo możesz wyglądać”- krzyczały plakaty....

Słynna piosenka „Hooray for Hollywood”, która jest hymnem tego miasta oddało mu cześć słowami „Niech żyje Hollywood, tu gości cały lud,a jeśli chciałbyś być aktorem, spotkaj się z Panem Factorem, on nawet z małpy zrobi cud”

Magazyn „Glamour” napisał „Jeśli kiedykolwiek nazywałyście się brownetką, próbowałyście używać pędzla do pudru, podziwiałyście makijaż gwiazdy filmowej, dobierałyście kolor szminki do koloru włosów, używałyście pędzelka do ust, zamawiałyście pocztą perukę albo treskę, mówiłyście <makijaż> zamiast <kosmetyki>, to znak, że niejaki Max Factor zostawił ślad w waszym życiu”....
 
W moim życiu również go pozostawił...
Poznanie historii Max'a Factora było dla mnie wielka lekcją o dążeniu do spełnienia swoich marzeń. Pomimo iż książka jest biografią...pewnego rodzaju dokumentem...potrafiła mnie wzruszyć. Szczególnie wtedy kiedy wyobraziłam sobie twarz Max'a w chwili kiedy spełniło się jego największe marzenie...ale o tym przeczytajcie sami :)
Ta książka musi znaleźć się w spisie lektur każdej wizażystki, fryzjerki czy osoby związanej z branżą kosmetyczna i modową...ale nie tylko...polecam wszystkim osobom chcącym poznać receptę na sukces :)

Teraz marzy mi się podróż do Hollywood gdzie będę mogła zwiedzić Hollywood Muzeum znajdujące się w imponującej dawnej siedzibie firmy MaxFactor...opis tego jak powstawał i jak wyglądał znajdziecie oczywiście w książce.....
 
…czytajcie kochani i podzielcie się ze mną swoimi opiniami :) Bardzo chętnie z Wami o niej porozmawiam :)

Buziaki


Karolina



11 komentarzy:

  1. Oj kusisz...tylko gdzie takową książeczkę dostać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajdziesz ja w każdej większej księgarni...empik, matras :) Książka jest już Bestsellerem, a jej premiera była dopiero w marcu tego roku :)Koszt 34,90 zł ...na prawdę warto :)

      Usuń
  2. Z pasją chłonę wszystkie książki o makijażu i cóż... zainspirowałaś mnie od nabycia kolejnej :) Dziękuję :)

    www.make-up-charm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. z checia ja przeczytam,skusiłąs mnie strasznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taki był mój zamiar :)Kuszę bo naprawdę warto ją przeczytać ! :)

      Usuń
  4. No teraz to muszę ją przeczytać! Nawet nie wiedziałam, że takowa wyszła. A o Factorze kiedyś przez totalny przydapek przeczytałam na wikipedii i byłam pod ogromnym wrażeniem, mamy się kim chwalić;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak...! Masz racje...mamy kim się chwalić! :) Jestem dumna, że to Polak...taki zdolny, pomysłowy i uparty ! :)

      Usuń
  5. Koniecznie muszę wpisać tą książkę na swoją listę ;D Szkoda, że przede mną tak wiele lektur i nie mam czasu na inne książki :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Dorwałam książkę jak tylko ujrzała światło dzienne, bo uwielbiam czytać biografie. I choć przyznam, historia firmy ogromnie interesująca, cały proces rozwoju itd bardzo mi się podobały, ale książka mnie rozczarowała. :( autor na początku zaznacza że miał dostęp do wszelkich materiałów archiwalnych firmy, a wszystko opisał tak pobieżnie.. 'max factor zamknął się w laboratorium, eksperymentował i zrobił podkład nowej generacji. potem zamknął się po raz drugi i stworzył jeszcze nowszy podkład'. Oczekiwałam fajnych szczegółów, a jedyne co bylo wyszczególnione to nazwiska gwiazd jakie malował. Przeczytałam książkę ze złamanym sercem. :(
    tak świetną historię można było ująć sto razy lepiej, ech..

    OdpowiedzUsuń